wtorek, 16 kwietnia 2013

Adolf Loos - Ornament i zbrodnia _ 1908r.



Adolf Loos - Ornament i zbrodnia _ 1908r.

 
Ludzki embrion w łonie matki, a potem noworodek, przechodzi przez takie same stadia rozwoju, jakie rasa ludzka w ciągu swojej historii. W chwili narodzin człowiek ma podobno ukształtowane zmysły jak pies. W wieku dwóch lat dziecko będzie zachowywać się jak Papuas, a w wieku czterech jak Germanin, mając sześć będzie przypominać Sokratesa, a dwa lata później Voltaire’a. Gdy skończy osiem lat, zacznie odróżniać kolor fioletowy, który odkryto w XVIII wieku – wcześniej uważano, że fiołek jest niebieski, a purpura czerwona i dlatego dzisiejsi fizycy mogą wskazać znane kolory w spektrum światła, ale wierzą, że w przyszłości odkryją ich więcej.


Dziecko jest niemoralne. Dla nas Papuas także jest niemoralny – zabija swoich wrogów i zjada ich. Nie jest jednak przestępcą. Ale gdy człowiek z naszej kultury zabije i zje innego jest przestępcą lub degeneratem. Papuas także tatuuje swoją skórę, ozdabia łódkę, wiosła i wszystko co wpadnie mu w ręce. Nie jest jednak przestępcą, albo degeneratem. W niektórych więzieniach 80% skazanych ma tatuaże, a inni są albo potencjalnymi przestępcami, albo zdegenerowanymi arystokratami jeśli wytatuowany człowiek umiera na wolności, to dlatego, że zmarł przedwcześnie, zanim zdążył popełnić zbrodnię.


W skłonności do ozdabiania twarzy należy upatrywać początek sztuk pięknych. To dziecięce gaworzenie malarstwa. Cała sztuka jest erotyczna, a pierwszym ornamentem był krzyż, który wywodzi się z erotyki.


To pierwsze dzieło sztuki i pierwszy akt artystyczny, który pierwszy twórca, dla rozładowania emocji, starała się wyrazić, rozsmarowując kolory na ścianie. Pozioma linia: leżąca kobieta. Pionowa linia: wchodzący w nią mężczyzna. Człowiek, który to stworzył, czuł taki sam popęd jak Beethoven komponujący swoją ,,IX Symfonię”, gdyż, tak jak Beethoven był w tym samym niebie tworząc swoje dzieło. Jednak współcześnie człowiek, który rysuje na ścianach symbole erotyczne, żeby sprostać swemu wewnętrznemu popędowi, jest albo przestępcą, albo degeneratem.


Jest oczywiste, że ludzie z takimi symptomami, najczęściej odczuwają ten wewnętrzny przymus w miejscu związanym z czystością, czyli w ubikacjach. Dlatego kulturę kraju można zmierzyć licząc rysunki pokrywające ściany ubikacji. To naturalne zjawisko, gdy pierwszymi przejawami ekspresji artystycznej dzieci jest mazanie erotycznych symboli na ścianie. Jednak to, co naturalne dla Papuasa lub dziecka, wskazuje na degenerację dorosłego człowieka z naszego kręgu kulturowego. Odkryłem następującą prawdę i zaprezentuje ją światu: ewolucja kultury polega na usuwaniu ornamentu z artykułów codziennego użytku. Myślałem, że tym stwierdzeniem dostarczę wszystkim powodów do zadowolenia. Ale nikt mi nie podziękował. Ludzie byli przygnębieni. Smuciło ich to, że nie będą już mogli stworzyć nowej dekoracji. Myśleli: dlaczego to, co mógł robić każdy Murzyn, to, co dawniej mogły robić wszystkie narody ma być zabronione nam, ludziom XIX wieku? Przedmioty pozbawione dekoracji, które w poprzednich tysiącleciach stworzyła ludzkość, były porzucone i niszczone. Nie zachowały się drewniane ławy z czasów Karolingów, ale każdy śmieć, który miał choćby odrobinę ozdób, był czyszczony i stawał się przedmiotem kolekcji. Mało tego – wznoszono wspaniałe pałace, żeby miał  odpowiednie miejsce. Ludzie spacerowali ze smutkiem wokół gablot, zawstydzeni własną impotencją. Każda epoka miała własny styl, czyżby więc tylko nasz wiek miałby go nie mieć? Pod słowem styl ludzie rozumieli dekorację. Ale ja pozwiedzałem: Nie płaczcie! Widzicie to, co sprawia, że nasza kultura jest wielka – to niemożność stworzenia nowej formy dekoracji. Przezwyciężyliśmy orna męt i dlatego zwyciężyliśmy! Już niedługo odczujemy satysfakcję. Niedługo ulice miast będą lśnić jak białe ściany, niczym święte miasto, Syjon, niebiańska metropolia. Dzisiaj dekoracja nie wywołują żadnych pożądliwych uczuć, podobnie jak wytatuowane ciało nie wzbudza już estetycznych zachwytów tak, jak odczuwają to Papuasi, ale przeciwnie -  raczej je zmniejsza. Ludzie bowiem są zadowoleni ze swoich prostych ubrań i szczęśliwi, że nie muszą nosić czerwonych spodni w złote prążki, paradując niczym małpki kataryniarza na jarmarku. Istnieją jednak złe duchy, które tego nie mogą znieść i pragną, by ludzkość została na wieki niewolnikiem ornamentu. Dlatego zdarza się, że zadowolenie wzbudza papierośnica bez ozdób, ale nawet jeśli kosztuje tyle samo co zdobiona, nie znajduje nabywcy.


A ja powiedziałem: ,,Spójrzcie na pokój, w którym umarł Goethe. Jest wspanialszy od całego renesansowego splendoru, a foremny mebel bardziej pociąga niż rzeźbiony i ozdobiony witrażami mebel muzealny. Język Goethego jest wspanialszy niż jakikolwiek przepełniony ornamentami językowymi wiersz z kręgu Pegnitzschafer.



Złe elfy przyjęły to z niezadowoleniem, a państwo, którego rolą jest opóźnianie rozwoju kulturowego ludzi, podjęło walkę o przywrócenie i rozwój ornamentu. Największe wyrazy kieruję pod adresem rządu, w którym takie działania inicjują Kanclerze. Na potwierdzenie moich słów możecie odwiedzić wiedeńskie Muzeum Rzemiosł Artystycznych, gdzie zobaczycie kredens nazwany ,,Wypad na ryby” czy serwetki zwane ,,Zaklęte księżniczki” lub jakoś podobnie, a których nazwy nawiązują do orna mętów pokrywających te niefortunne meble. Austriackie państwo tak poważnie propaguje dekoracje, że wręcz dokłada starań, by onuce austro-węgierskiej monarchii nie zniknęły. Zmusza więc każdego wykształconego dwudziestoletniego mężczyznę do noszenia przez trzy lata onucy zamiast tkanych butów. Widocznie władze każdego państwa zakładają, że uciskanymi ludźmi łatwiej rządzić.



Tak więc epidemia ornamentu została zaaprobowana przez państwo i otrzymała subsydia z publicznych funduszy. Postrzegam to jako krok do tyłu. Nie zgadzam się z argumentem, że dekoracje polepszają jakość życia kulturalnych ludzi, a także nie zgadzam się ze stwierdzeniem "ale jeśli to ładny ornament..." Ja i wszyscy wykształceni ludzie wokół mnie nie mamy poczucia, że wzrasta jakość naszego życia. Gdy mam ochotę zjeść kawałek piernika, wolę żeby był on okrągły a nie w kształcie serca, dziecka czy jeźdźca w całości pokrytych wzorami. Człowiek żyjący w XV wieku nie zrozumiałby mnie, jednak współcześni ludzie mnie zrozumieją. Obrońca ornamentu uważa, że moje dążenie do prostoty przypomina umartwianie się. Nie, szacowny profesorze ze szkoły rzemiosł artystycznych. ja się nie umartwiam! Tak mi bardziej smakuje. Pretensjonalne dania z dawnych epok, które posługują się ornamentem, żeby stworzyć smaczniejsze pawie, bażanty i homary, u mnie wywołują dokładnie przeciwny efekt. Spacerując przez kulinarną warstwę sztuki, jestem przerażony myślą, że miałbym zjeść wszystkie te wypychane zwierzęta. Wolę pieczeń wołową.



Łatwo można wykazać zniszczenia i spustoszenia spowodowane odrodzeniem się ornamentu i jego wpływ na rozwój estetyki. Jednak nikt, nawet państwo nie może powstrzymać ewolucji człowieka! Może ją tylko opóźnić. Jest to jednak przestępstwo względem gospodarki narodowej, gdyż trwonione są prace, pieniądze i materiały. Kulturalny rozwój cierpi, z powodu spóźnialskich. Ja żyję w 1908, mój sąsiad w 1900, jeszcze ktoś inny w 1880, a chłop z Kals w XII wieku. To nieszczęście dla kraju, gdy kultura jego narodu obejmuje tak długi okres. W czasie świąt ludzie obnoszą się ze swoim zacofaniem nawet, gdy znajdują się na emigracji, na przykład w Ameryce. W miastach zdarzają się spóźnialscy z XVIII wieku przerażeni obrazami, w których występują fioletowe cienie, ponieważ oni nie dostrzegają jeszcze fioletowego koloru. Wolą bażanta, którego kucharz przygotowuje przez cały dzień, aby polepszyć jego smak, oraz papierośnicę z renesansowymi orna mętami, od papierośnicy pozbawionej orna mętów. A co się dzieje na wsi? Stroje i obejścia gospodarstw należą do minionych epok. Farmer nie jest chrześcijaninem, ale nadal poganinem. Spóźnialscy opóźniają rozwój kulturowy ludzkości i podobnie jak kryminaliści popełniają zbrodnię – niszcząc ludzkie zdrowie, gospodarkę i hamując postęp. Gdy dwoje ludzi z tymi samymi potrzebami i zarobkami żyje obok siebie, ale przynależy do różnych sfer kulturowych, można zaobserwować następujące zjawisko: człowiek XX wieku staje się coraz bogatszy, zaś człowiek XVIII wieku coraz biedniejszy. Zakładam, że obaj prowadzą życie z własnymi skłonnościami. Człowiek  XX wieku może zaspokoić swoje potrzeby wydając mniejsze pieniądze, dzięki temu oszczędza i powiększa swój kapitał. Warzywa które mu smakują, zostały po prostu ugotowane w wodzie i okraszone odrobiną masła. Te same warzywa będą smakować innemu jeśli były gotowane godzinami i podane z miodem oraz orzechami. Dekorowane talerze są bardzo drogie, a zwykłe białe, które podobają się nowoczesnemu człowiekowi - bardzo tanie. Z tych dwóch jeden powiększa swoje oszczędności, drugi powiększa długi. To samo dotyczy narodów. Biada ludziom należącym do kultury, która pozostaje w tyle za rozwojem. Anglicy stają się coraz bogatsi, my coraz biedniejsi.



Jeszcze większe szkody orna męt wyrządza ludziom. Nie jest on już normalnym produktem naszej cywilizacji, ale oznacza zacofanie lub degenerację, a praca dekoratora nie jest odpowiednio nagradzana. Znane są niskie zarobki snycerzy i tokarzy, podobnie mało zarabiają hafciarki i koronczarki. Dekorator musi pracować dwadzieścia godzin, a chiński snycerz szesnaście, aby zarobić tyle ile amerykański robotnik zarabia w osiem godzin. Ogólnie można powiedzieć, że orna męt ponosi cenę produktu. Choć zdarza się, że zdobiony przedmiot, którego produkcja zajmuje trzy razy więcej czasu niż przedmiotu pozbawionego dekoracji, zostaje sprzedany za połowę ceny, chociaż na materiał wydano tyle samo. Gdy nie będzie się już stosować orna mętów, do czego może dojść za tysiąc lat, robotnik będzie potrzebował tylko czterech godzin zamiast ośmiu, gdyż połowę swojego czasu przeznacza na dekorowanie. Ornament to strata siły roboczej, a z tego powodu także i zdrowia. Zawsze tak było. Jednak dzisiaj oznacza to także stratę materiałów, a te trzy rzeczy składają się na utratę kapitału.


Ornament nie jest już organicznie związany z naszą kulturą - już jej nie wyraża, Dziś ozdoba nie ma żadnego związku z nami czy światem, który go wyraża. Dziś ozdoba nie ma żadnego związku z nami czy światem, który go tworzy. Nie ma potencjału niezbędnego do rozwoju. Co się stało z dekoracjami Otto Eckmanna czy van de Veldego? Artysta zawsze stał na czele ludzkości, pełen sił i zdrowia, jednak współczesny twórca orna mętu jest maruderem lub przypadkiem patologicznym. Wyrzeka się swoich własnych projektów już po kilku latach. Wykształceni ludzie uważają je już po krótkim czasie za nieznośne. Inni zdają sobie z tego sprawę po kilku latach. Gdzie dziś są ornamenty Otto Eckmanna? Co za dziesięć lat stanie się z pracami Olbricha? Współczesne ozdoby nie mają przypadków ani następców, przeszłości ani przyszłości. Tylko niewykształceni ludzie, dla których znaczenie naszych czasów stanowi zamkniętą księgę, witają go z radością.





Współcześni ludzie są zdrowsi niż dawniej. Tylko niektórzy są chorzy i mimo że nieliczni, terroryzują zdrowego robotnika, by tworzył orna męty, które oni zaprojektowali w najróżniejszych materiałach.


Zmieniająca się moda na ozdoby przedwcześnie wpływa też na dewaluację wyprodukowanego przedmiotu. Czas robotnika i zużycie materiałów to stracony kapitał. Twierdzę, że forma obiektu powinna trwać (to znaczy powinna być znośna) tak długo, jak przedmiot trwa fizycznie. Postaram się to wyjaśnić: krój garnituru szybciej ulegnie zmianie niż krój drogiego futra. Balowa sukienka, przeznaczona jest na jedną noc, szybciej zmienia swój wygląd niż biurko. Głęboki żal wywołuje myśl, ze trzeba by zmienić biurka tak często jak stroje wieczorowe, gdyż stara forma się nie do zniesienia. Dekorator wie o tym dobrze, a Austriacy starają się jeszcze wykorzystać tę sytuację mówiąc: ,,Klient, który po dziesięciu latach uważa, że jego meble są nieznośne i jest zmuszony do ich wymiany, jest dla nas lepszy niż ktoś, kto kupuje nowy przedmiot, gdy stary uległ zniszczeniu”. Tego wymaga przemysł. Miliony ludzi znajdują zatrudnienie dzięki tym częstym zmianom. Wydaje się, że w tym tkwi sekret narodowej gospodarki Austrii. Gdy wybucha pożar, jakże często słyszymy: ,,Dzięki Bogu! Przynajmniej ludzie dostaną pracę”. Mam więc pomysł – trzeba podpalić całe miasto, podpalić całe cesarstwo, będziemy pławić się w pieniądzach i luksusie Robotnicy produkują meble, którymi możecie palić w Kominkach już po trzech latach, a ozdobne oprawy stopić po czterech latach, ponieważ ze sprzedaży na aukcji mebli nie odzyskacie nawet jednej dziesiątej wartości pracy i materiałów użytych do ich wytworzenia. Stajamy się coraz bogatsi.


Straty dotykają nie tylko konsumenta, ale i uderzają w producenta. Dzięki rozwojowi niektóre przedmioty uniknęły zdobień i dziś ornament nie oznacza tylko marnowania siły roboczej, ale i niepotrzebne zużycie materiałów. Produkt zachowywał walory estetyczne. Za ich wygląd konsument gotów jest zapłacić cenę, która pozwoli robotnikowi zarobić więcej przy mniejszej liczbie godzin pracy. Za produkt, który na pewno będzie użyteczny i który będzie można używać bardzo długo, ma ochotę zapłacić cztery razy więcej niż za rzecz, której forma jest mniej wartościowa lub którą wykonano z gorszych materiałów. Zapłacę raczej 40 szylingów za buty w jednym sklepie niż kupię je za 10 szylingów w innym. Jednak mało kto chce płacić odpowiednie pieniądze za wysokiej jakości przedmioty.


Lepiej im pogodzić się z ideą piekła, wiedząc że palone są tylko zbrodnie rzeczy, bezwartościowe świecidełka. Mogę zachwycać się głupimi pracami w galerii sztuki, wiedząc, że w ciągu następnych kilku dni zostaną one wyrzucone. Jako bardziej estetyczne uważam rzucanie złota zamiast żwiru, zapalenie papierosa banknotem lub rozcieranie na proszek perły, by rozpuścić ją w wodzie i wypić powstałą miksturę.



Ornament może być naprawdę estetyczny tylko wówczas, gdy wytworzony był bardzo precyzyjnie, z najlepszych materiałów, w wyniku pracy wzmożonej do granic możliwości. Teraz człowiek, który traktuje ornament jako bezużyteczną pozostałość poprzednich epok, natychmiast zauważy męczącą, chorą, współczesną dekorację. Dzisiaj już nikt z naszego kręgu kulturowego, nie może tworzyć ornamentów. Ale nie dotyczy to ludzi lub społeczeństw, które nie żyją jeszcze na tym poziomie.



Moje kazanie skierowane jest do patrycjuszy, których postrzegam jako ludzi znajdujących się na samym szczycie, ale mających jednocześnie głębokie zrozumienie dla biednych mas znajdujących się pod nimi. Murzyn który wplata orna męt w tkaninę, Pers, który tka swój dywan, żona słowackiego chłopa, która wytwarza koronki, stara kobieta, która za pomocą szydełka tworzy wspaniałe rzeczy z jedwabiu i koralików – będą zrozumiani. Patrycjusz to zagwarantuje, ponieważ wie, że te godziny pracy są ich czasem błogosławionym. Rewolucjonista pozwiedzałby: ,,to wszystko nonsens!”. Tak samo, jak odciągnąłby starą kobietę od przydrożnej kapliczki, mówiąc: ,,nie ma Boga!”. Patrycjusz-esteta nadal zdejmuje czapkę, przechodząc obok katedry. Podobnie postępuje i ja. Idę do szewca i mówię: ,,Chcesz trzydziestu szylingów, dam ci czterdzieści”. Czyniąc tak, sprawiam, że szewc znajduje się w siódmym niebie, że dziękuje mi za swoją pracę i materiały, które nie zbliżają się nawet do ceny, jaką płacę. Przepełnia go radość. Szczęście rzadko się zdarza. Oto stoi przed nami człowiek, który rozumie prawdziwą wartość jego pracy i nie kwestionuje jego uczciwości. W swojej wyobraźni ukończył on już te buty, wie gdzie kupić najlepszej jakości skórę, którym pracownikom powierzyć tę pracę i wie, ze but pokryje wszędzie zygzakami i wzorami. Wtedy mówię: ,,Stawiam tylko jeden warunek – chcę, żeby buty były gładkie. Bez ozdób”.  Słysząc to, szewc spada z nieba prosto do piekła, ma mniej pracy, ale odebrałem mu całą przyjemność z jej wykonania. Dlatego moje buty wciąż są pokryte orna mętami. Zygzakami i wzorami – wszędzie. Pracą, za którą szewc, nigdy nie otrzymał zapłaty.




Zwracam się do patrycjuszy. Mogę znieść wzory na moim ciele, jeśli ma to sprawić przyjemność współobywatelom. Będę tolerować orna męty Murzyna, Persa, żony słowackiego chłopa, mojego szewca, ponieważ w żaden inny sposób nie mogą oni osiągnąć zadowolenia ze swojej egzystencji. My mamy sztukę, która wyeliminowała ornament. Po dniu pracy odpoczywamy, słuchając Beethovena lub Tristana. Mój szewc nie może tego zrobić. Nie mam prawa odebrać mu przyjemności, ponieważ nie mam mu nic w zamian do zaoferowania. Jednak osoba, która słucha ,,IX Symfonii”, a potem produkuje wzory na tapety jest albo oszustem, albo degeneratem.


Brak ornamentu wprowadził nieoczekiwanie sztukę na wyższy poziom. Symfonii Beethovena nie napisałby człowiek noszący ubrania z jedwabiu, atłasu i koronek. Kto dziś ubiera się w atłasowe stroje, nie jest artystą, ale raczej bufonem lub malarzem amatorem. Staliśmy się subtelniejszymi i bardziej wyrafinowani.  Ludzi żyjących w tłumie muszą odróżniać od siebie używając różnych kolorów. Współczesny człowiek traktuje ubranie jak maskę. Jego potrzeba indywidualizmu jest tak silna, że nie daje jej się wyrazić tylko poprzez ubiór. Brak ozdób świadczy o sile umysłu. Współczesny człowiek , według własnego uznania posługuje się ornamentami stworzonymi we wcześniejszych epokach i w innych kulturach, ponieważ dokonuje własnych odkryć i koncentruje się na różnych rzeczach.